niedziela, 5 lutego 2017

CLOVIN II Septon .... to jest TO w kocim swiecie ...

... w swiecie kotków czyścioszków i ich ludzi.

Kotki to najczyściejsze zwierzaki pod słońcem - dbają o to same.
Ale .
Człowiek musi dbać o czyste legowiska, kanapy, dywaniki .... i swoje ubrania 
oraz inne rzeczy oczywiście też.

Jaki czas temu otrzymaliśmy w ramach promocji i testowania wspaniałą paczkę produktów firmy CLOVIN.


Wypralismy wszystkie legowiska ... te parapetowe też .... kota nie chciała oddać do prania,
 ale trudno jak czystość to czystość :-)

Co najważniejsze produkty oznaczone są odpowiednim znaczkiem dopuszczającym je do prania "betów" przeznaczonych dla zwierzaków.

..................................................................................................................................................................
 Tak wiec w ten sposób przyłączylismy się do innych blogów testujących.

Oto przydatne linki. Proszek do prania, to Clovin II Septon (opis znajdziesz tutaj: http://sklep.clovin.com.pl/detal/clovin-ii-septon-dezynfekujacy-bezfosforanowy-proszek-do-prania-3-kg-worek.html). Używa się go niemalże jak zwykłego proszku do prania, ale różni się on tym, że ma właściwości dezynfekujące. To oznacza, że można nim usunąć z pościeli, ubrań, legowisk i innych wirusy, bakterie, grzyby i inne zagrożenia dla kociego i ludzkiego zdrowia.
 
Więcej o tym, dlaczego warto używać Clovin II Septon, przeczytać można tutaj:
i tutaj:
 
Tak więc przyznajemy że proszek jest swietny , została nam duuuża porcja na porządki wiosenne :-)
A Pana z którym korespondowaliśmy przepraszamy ze dopiero teraz powstał post, ale cały m-c nie było szans z różnych powodów.

Polecamy te produkty z pełnym przekonaniem :-)
Pozdrawiamy :-)


niedziela, 11 grudnia 2016

KOCHAM CIĘ ......


Kocham Cię .... :-)

Czy mówicie swoim kotkom, że je kochacie ?
Tak po prostu, gdy przychodzą się poprzytulać, gdy poddają się wszelakim pieszczochom, gdy dzielnie wyjadają z miseczek smaczne jedzonko, gdy patrzą Wam wiernie w oczy, gdy z ufnością wtulają się w Was jak są chore, gdy jesteśmy u kociego lekarza  .... itd.

Ja mówię !!!
A nauczyła mnie tego Gosianka Wrocławianka.
Nie każdy się do tego przyznaje, ale my kociarze mówimy dużo do naszych kotków, "rozmawiamy", odpowiadamy na kocie opowieści ... bo nasze kotysie to gaduły.
Ten kto ma to wie :-)
I w tym całym potoku słów mówię tez "kocham Cię moje kochane kocie serduszko " .

Kotki żyją w zasadzie krócej niż ludzie, musimy się spieszyć je kochać i wieżę w to, że one to "słyszą" i czują .....

A to moje najukochańsze dzwońce pod słońcem :-)
(z głośnikami )

Po ostatniej wizycie u wet'a (badanie krwi) nie podobają się nam wyniki.
Zarówno Pysia i Tygrysek mają;
kratyninę na poziomie 1,8
mocznik już blisko górnej granicy normy 20 i 22  
limfocyty podwyższone 7,2 i 9,4
WBC podwyższone 15 i 11,4
Pani doktor mówi o zaniepokojeniu, ale póki co obserwujemy.
Następne badanie za pół roku,
mają brać codziennie RenalVet.
Mnie to martwi .
Mają tez przejść na dietę ... karma SPECIFIC Kidney Support
Kotki nie chcą jej jeść :-(
A te wyniki to najbliższa droga do PNN ......

Eeeeeeeeeeeeeeeeeech ....









poniedziałek, 5 grudnia 2016

Kaftan bezpieczeństwa (pobranie krwi) :-)



Raz na jakiś czas trzeba kotkom zrobić badania okresowe.
My oczywiście udaliśmy się do naszej ulubionej przychodni DONA

Kotek jest duży silny i nie lubi igiełek.
I tutaj niespodzianka.
Pan doktor ma  tzw  "kaftan bezpieczeństwa" dla unieruchomienia delikwenta.
Zapewniam Was krzywda się koteczkowi nie dzieje.

Moje kotki miały już pobieraną krew kilka razy w swoim życiu i powiem Wam, że po ubraniu tego kubraczka uspokajają się.
Własciciel trzyma (jak na zdjęciu)  i przytula taki pakuneczek,  mówi do koteczka .
Moje dzwońce spokojne są jak nigdy.


Jak widać na zdjęciu (strzałka) jest miejsce na łapkę .
Kotek wystawia tylko łapkę.
Awanturnicy nie mają szans ugrysć i drapać ... uciec.
Wszystko sprawnie, spokojnie i szybciutko .

Kiedys, kieeeedys  Gosianka Wrocławianka pytała o ten kaftan ..... :-)



Wyniki Tygrysa juto :-) Pysi też ...




niedziela, 27 listopada 2016

Albo oni albo ona :-)

W ten weekend była u nas piękna pogoda.
Że lubimy chłodek to okno balkonowe  było otwarte nawet dłuuugo

Obserwatorów było trzech  ... wyjsć czy nie wyjść

Gdy młoda hasa po balkonie , rezydenci nie smią wyjść .
Młoda ich oniesmiela

Gdy starszyzna balkonikuje młodej nie wolno nawet łapki na balkonie postawić

I tak się mijają.
Nie ma walk.
Tolerują się z trudnoscią.
Mała ich gania po całym mieszkaniu.

Żal mi trochę moich rezydentów kochanych :-(




niedziela, 20 listopada 2016

Wyprawa za Tęczowy most .................



Niestety tak jest urządzony ten świat że najczęściej nasze pasiaki i kociaki żyją krócej niż my.
Przeważnie bardzo je kochamy i chcemy je godnie pożegnać.

Prawo tego zabrania, ale ludzie chowają swoje zmarłe zwierzaki we własnych ogrodach, działkach ...
... generalnie JA jestem za .
Sama będąc dzieckiem miałam mały cmentarzyk z psiakami, kotkami, jeżami, jaskółkami ...
... nauczyło mnie to od dziecka też szacunku do zwierzaka gdy odszedł z tego świata.

Są ludzie którzy zostawiają swoje zwierzaki w lecznicy przekazując do utylizacji.
Okropność !!!
Ale co mają zrobić gdy nie ma innej możliwości.
Osobiście nie mogłabym tak postąpić ... nie potrafię tego wytłumaczyć.


Któregoś dnia pod blokiem obok stał ten oto samochód .
Przyjechał po psa który zmarł u sąsiadów.

Może to zabrzmi dziwnie, ale jestem przeszczęśliwa że mamy w naszym mieście cmentarz dla zwierząt, jest też firma która go kompleksowo obsługuje.


Jeżeli przyjdzie mojemu zwierzakowi pójść za Tęczowy most przede mną, na pewno pochowam go w tym cudownym miejscu ...
A jeśli ktoś powie że za drogo to powiem tak;
"przez całe życie pupila z nami  można odłożyć te 250 zł - a nawet więcej"






niedziela, 13 listopada 2016

Kotecek w kolorowych gatkach :-)



Gina mój kochany tymczasek już po sterylizacji ...
... dzielnie to zniosła dziewczynka.
Już jak się obudziła w lecznicy to chciała roznieść w pył transporterek .

Przypomniało mi to historię Pysi (opisana tutaj) .... spokojna kociulka , dzielnie hasała w kubraczku, brat się nią opiekował ...
... kotysie to jednak bardzo dzielne zwierzaczki ...

W czwartek młodą zawiozłam do naszej ulubionej przychodni i po kilku godzinach ją odebrałam.
Siedziała bidulka taka zmarnowana w transporterku.


Biudulka od razu wdrapała się na swojego człowieka.
Przytulała się mocno.
Mruczała slicznie.
Aż serducho bolało że jej to zgotowałam.

Potem ubraliśmy się w wesoły kubraczek.
Nawet się nie broniła dzida za bardzo .
Dalej tuliła się bardzo.


Cała noc nie spałam.
Czuwałam, aby się kotecek za dużo nie kręcił po domu.
Już ją kusiły meble i kocia wieża.
A skakanie zabronione.
Leżała sobie w piernatkach pod kocykiem ... wyspała się i już było dobrze.

Lekarstwa kruszę i wsypuję do pysia.
Dobrze ze te weterynaryjne leki są zjadliwe dla koteczków.
Trochę się pooblizuje i zjedzone.

Pysia całą noc i cały piątek spędziła pod sufitem w kuchni .
No taki cykor jak smok.

Z Tygryskiem to nawet noski noski były i wspólna puffffa :-)
Sukces !!!!!!!!!!!

Teraz jest niedziela - dzień trzeci .
Młoda zachowuje się jak zwykle jak normalny kotek - zdrowy kotek.
Dobrze że ma kaftanik który ja trochę denerwuje.
To jest bardzo żywiołowa dziewczynka, a  kaftanie ją ogranicza .
I tak ma być :-)

Dostała przecudny kubraczek.
Takie kolorowe gatki :-)

Kotki już na siebie nie syczą nie warczą.
Jest dobrze.
Spokojnie jutro mogę isć do pracy :-)