Jak już wspomniałam tutaj we wcześniejszym poście w trakcie remontu koteczki siedziały całymi dniami zamknięte w jednym pokoju.
Zawsze wieczorkiem po wypuszczeniu strasznie się żalili i mieli dużo do powiedzenia.
Chyba mnie ochrzaniali .... dobrze że nie rozumiem kociej mowy :-))))
Pewnego dnia w tym remontowym bałaganie odwiedziła nas pewna sympatyczna dziewczyna.
Wpadła na kawę i odwiedzić koteczki :-)
Pysieńka oczywiście jak zawsze do sprawy gościa podeszła z pewna rezerwą .
Postanowiła zostać obserwatorem ...
Natomiast Tygrysek rozkokosił sie na kanapie i zabawiał gościa.
A jaki rozanieloooooony ...
Patrzyli sobie w oczy ... przytulaskowali .
No żadnej krempacji - ten to ma tupet !!!!
U mnie jakos mu sie nie podobało - stroił miny łotrzyk jeden...obrażalski.
Gdy wizyta dobiegła końca .... poświecili troszkę na pozegnanie...
Teraz już zapomnieliśmy o krzywdach, kotek juz sie nie gniewa i fochów nie ma .
Nawet Pysia opowiada jakoś radośniej, tylko ze ja nadal nie wiem co ..... :-)))))))







